...jak na prawdziwą jesień przystało, musiał w końcu przyjść dzień z gorszą aurą... Od rana pada: raz intensywniej, za chwilę tylko mży, by na moment przestać... Jest przy tym mgliście, szaro, nieco nostalgicznie... Liści na drzewach i krzewach coraz mniej, a i kwiaty powoli zanikają: poza marcinkami, wrzosami, chryzantemami i kilkoma różami nie kwitnie już nic... Za to w domu na parapecie istny festiwal kwitnienia storczyków: kwitnie już pięć gałęzi, a kolejne czekają na wytworzenie pąków :)
Na ogrodzie panuje absolutna cisza, przerywana jedynie co jakiś czas skrzekiem sroki czy odgłosem szczekającego w oddali psa, w którą wsłuchiwałam się robiąc poranne zdjęcia. Mnie samą dopadł wirus, więc po nieprzespanej zbyt dobrze nocy, trochę mi na rękę ta brzydka pogoda - nie mam wyrzutów sumienia, że przeziębienie uziemiło mnie w domu, a ogrodowe plany wzięły w łeb.