Ogród

Dzień pod znakiem kaloszy

Na codzień przemieszczam się wszędzie samochodem, ale wczorajsze manifestacje w stolicy skłoniły mnie do skorzystania z komunikacji miejskiej, zwłaszcza że musiałam się dostać do ścisłego centrum miasta. Dość mocno padało, więc wyposażyłam się w parasolkę i wierzchnie okrycie, sądząc że to wystarczy. Jazda nowoczesną kolejką WKD była bardzo przyjemna i sprawna - szybko dostałam się do Warszawy stwierdzając bez wahania, że muszę częściej korzystać z tego środka lokomocji. Jakże duże jednak było moje zdziwienie, że jadące samochody wciąż (jak przed laty) ochlapują przechodniów, a wciągnięte na stopy balerinki przemakają już po chwili spaceru z parasolką. 

Dzisiaj na szczęście nie muszę nigdzie dalej jechać, ale po wczorajszym przemoczeniu poszłam po rozum do głowy i odkopałam dyżurne kalosze ochoczo je nakładając do wyjścia na ogród. Środowa pogoda nas nie rozpieszcza - pada nieustannie i choć przyroda wydaje się wciąż soczyście zielona, to jednak dziś na zdjęciach zobaczycie wyraźną żółto-złotą poświatę. Niedługo czas na typowe prace kończące sezon, a związane chociażby z przesadzaniem bylin i sadzeniem cebulowych. Na szczegółowe podsumowanie roku w ogrodzie przyjdzie jeszcze czas. Sądzę, że pracami zajmę się już wkrótce - jak tylko aura się poprawi. Najbliższe dni z pewnością poświęcę na rekonesans oferty cebulowych w sklepach, a jutro czeka mnie wyjątkowo miły ogrodowo dzień - inny od wszystkich i pełen inspiracji. O tym napiszę osobno.

Dziś zapraszam na spacer w deszczu. W ogrodzie wyraźnie żółkną wierzby i brzozy, berberysy w zależności od odmiany nabierają intensywnych purpurowych lub pomarańczowych barw, irgi i ogniki obsypane są koralikami, wrzosy pączkowe głęboko się wybarwiły, a rozchodniki i hortensje są w pełni swojego rozkwitu. Powoli ruszają marcinki, a trawy ozdobne już od jakiegoś czasu cieszą wiechami i kłosami... Nie chcę popadać w jesienny nastrój, ale nutka nostalgii i melancholii nad upływającym sezonem znowu się pojawiła... Trudno nie zachwycić się okolicznościami przyrody, ale z drugiej strony gołym okiem widać, że znowu kawał czasu przefrunął nam niepostrzeżenie, a schyłek lata powoli przekazuje swe panowanie jesieni. 



















Wrześniowe impresje cz. 2

Złota polska jesień zbliża się do nas małymi kroczkami... Małymi, bo w kalendarzu już 8-y września, a dzisiejsza niedziela wciąż jak letnie marzenie... No, może poza małą niespodzianką, którą z niemałym zdziwieniem odkryłam na termometrze o szóstej rano - wskaźnik pokazywał tylko 3 stopnie Celsjusza! Zapowiedź jesieni? Z pewnością, ale poza zdecydowanie chłodniejszymi nocami, dnie nieustannie rozpieszczają nas ciepłymi promieniami słońca, głębokimi barwami kwitnących roślin i subtelnym szelestem traw. 

Z nowym tygodniem planuję wreszcie dokończyć dyniowe dekoracje na froncie domu, na tarasie oraz w kilku innych miejscach w ogrodzie. Dynie chcę też wykorzystać w kuchni - część przerobię na zupę-krem z dodatkiem imbiru, część pokrojoną w grubą kostkę zamrożę, a z tego co zostanie, zamierzam zrobić wspaniale zapowiadający się Sernik dyniowy z dodatkiem powideł śliwkowych pochodzący z jednego z moich ulubionych blogów kulinarnych.

Zastanawiam się, co robicie z wrzosami posadzonymi w donicach, które zdobią nasze otoczenie w tym okresie. Ja przeniosę swoje do gruntu; myślę że połowa października powinna być jeszcze dobrym na to czasem. Do różowych wrzosów chciałabym dopasować zielone i kremowe dynie, które widziałam zagranicą... ciekawam, czy takowe dostanę u nas. Wydaje mi się, że pomarańczowy i rudy kolor też dobrze skomponuje się z odcieniami śliwki, ale chyba te wspomniane wcześniej byłyby oryginalniejsze. W razie czego, będę miała misz-masz, ale wciąż w najpiękniejszych jesiennych barwach ;-)

Zapraszam do zerknięcia na świat z bliska uchwycony w niedzielne popołudnie:





















1x2m = Reorganizacja przy sobocie

Wczorajszy ogrodowy upominek w postaci ambrowca zainspirował mnie do reorganizacji niewielkiej części rabaty położonej od południowej strony  ogrodu.  Wykopaliśmy cztery żółte róże (Graham Thomas, China Girl, Candlelight, Sophia Renaissance) oraz jodłę koreańską, które pójdą w bardzo dobre ręce. W to miejsce, w jego centralnej części, posadzony został ambrowiec amerykański. To na razie maluszek, więc rabata nie wygląda zbyt interesująco, ale od czego jest ogrodnicza wyobraźnia ;-) 

Ambrowiec dostał na tyły winobluszcz oraz akebię, a w nogi dwie lawendy oraz trzy turzyce. Mam wielką nadzieję, że drzewko się przyjmie i będzie z roku na rok cieszyło sporymi przyrostami, a jesienią piękną grą ognistych barw.

Kiedyś to drzewo będzie piękne!

Wykopana koreanka wraz z różami

Prace zakończyłam przy zachodzącym słońcu, które podkreśliło całą urodę dzisiejszego dnia. 

Udało się też zrobić sporo porządku w gospodarczym miejscu ogrodu, więc sobotę można uznać za produktywną i satysfakcjonującą. Teraz zasłużony odpoczynek ;-)


Pracowity poranek 5.09.2013

Przypływ energii związany z kolejnym dniem pięknej pogody zaowocował dziś pracowitym porankiem... Zaczęłam od obchodu po ogrodzie, niestety odkrywając kolejne ślady działalności ryjącego stworzenia. Krtek nie oszczędził ani rabat, ani trawnika, pozostawiając mniejsze i większe kopce oraz wybrzuszenia swoich korytarzy. Wybrałam tylko tę ziemię, która zalegała na trawniku, resztę zostawiłam - dziś trzeba będzie założyć pułapkę.

Sięgnęłam po niezbędne narzędzia ogrodnika, czyli rękawice, taczkę, łopatę i sekator i zaczęłam działać.

Na początek zajęcie nieskomplikowane: przycięłam szpaler budlei (tylko przekwitnięte kwiatostany) oraz róże. Te ostatnie nie dość, że częściowo w plamistości, to miejscami pojawił się niemal jesienny rzut mszyc. Dziś wieczorem muszę zastosować oprysk. 

Przejrzałam rosnące w donicach kanny i postanowiłam już je przyciąć, a karpy wysuszyć i przygotować do zimy, co uczyniłam. 

Wyposażona w łopatę, posadziłam na docelowe miejsca dwie hortensje kosmate, dwie kłosówki wschodnie, ostnicę oraz gipsówkę pełną. Posadzone rośliny wyściółkowałam korą sosnową i podlałam.Przy okazji stwierdziłam, że miejsca na nowe nabytki jest coraz mniej... Jaka szkoda, że ogród nie jest z gumy! ;-)

Podlałam wszystkie kwiaty doniczkowe, robiąc im przegląd. Jeśli pogoda dopisze, to kwiaty powinny utrzymać się aż do przymrozków. Wiem już na jakie rośliny stawiać w przyszłym sezonie, które się sprawdzają, a które cieszą tylko przez pierwszą część lata.

Na koniec zamiotłam schody wejściowe do domu, uprzątnęłam taras, i rzutem na taśmę zajęłam się podłogą w garażu. Dzisiejszy poranek mogę uznać za bardzo owocny i pracowity :)

Życzę Wam dobrego dnia!



Wrześniowe impresje

Czy może być coś bardziej kojącego niż popołudniowa gra świerszczy w trawie, bzyczenie pszczół pracujących cierpliwie na kwiatach, widok wygrzewających się na kamieniach nad wodą zielonych żabek, głośno tokujący bażant przechadzający się dumnie drogą przed domem czy wygrzewający się na trawniku pies?

Dzisiejszej pogodzie towarzyszy niemal absolutna cisza, okoliczności jakże inne od wczorajszej porannej wichury. Przerywa ją jedynie ledwie słyszalny szum traw czy inne opisane powyżej odgłosy. Ta najpiękniejsza muzyka dla uszu skłania do sięgnięcia po ulubioną książkę i spędzenia czasu na leżaku czy ogrodowym krzesełku... Aromatyczna kawa i sorbet malinowy dopełniają ulotność chwili.

Jest ciepło, przyjemnie, bezpiecznie.  Skoszony po opadnięciu porannej rosy trawnik ładnie połyskuje w słońcu pokazując jakże soczystą wciąż zieleń. Wrzosy pączkowe nabrały głębokich barw, a rozchodniki i hortensje są w pełni swojego kwitnienia. Niektóre z róż wystrzeliły pędami na ponad dwa metry, wypuszczając kolejne zawiązki kwiatów... na jednej z ulubionych purpur - L.D. Braithwaite - jest ponad 30 nowych pąków, co obiecuje jej długie kwitnienie. Klony palmowe przy tarasie mienią się swoją czerwienią, a korale ogników nabierają ciepło pomarańczowej barwy. 

Dzisiaj nic nie wskazuje na nadchodzącą jesień. Taki stan mógłby utrzymać się jeszcze bardzo długo.

Zapraszam na wirtualny spacer po wrześniowym ogrodzie:















Ranek do popołudnia niepodobny...

W ogrodzie wciąż dominuje dziś silny wiatr, ale zdecydowanie pochmurne niebo coraz częściej ustępuje miejsca słońcu... Te rozpromienione chwile bardzo przyjemnie się wydłużyły, a temperatura wzrosła powodując obudzenie się uśpionej dziś energii. Ranek do popołudnia całkiem niepodobny!

Podpaliłam w palenisku zebrane właśnie gałęzie (pod nadzorem - wieje!), rozgrabiłam kopce grasującego ostatnimi dniami kreta, posadziłam tojeść orszelinową otrzymaną w darze od znajomej forumowiczki, rozplanowałam miejsca dla czekających w donicach traw, hortensji i gipsówki. To całkiem sporo, jak na nie najlepszy dziś nastrój związany ze zmienną pogodą.

Jutro zamierzam skosić trawnik i już widzę, że kosiarka będzie musiała spełnić dwie role - skracania murawy, ale też zbierania liści... Za chwilę zabiorę Was na wirtualny spacer po ogrodzie i zobaczycie jak dużo liści opadło z brzóz. 

Powoli zaczynam się przygotowywać do wrześniowych prac w ogrodzie, które rozpocznę w połowie miesiąca... Niespiesznie magazynuję cebulowe, które wkrótce posadzone zakwitną wiosną, wybieram byliny do podzielenia, selekcjonuję róże i hosty do przesadzenia. Będzie sporo pracy, ale od tego jak przygotujemy ogród jesienią zależy w jaki sposób odwdzięczy się on nam wiosną.

Zapraszam na spacer po rozświetlonym słońcem wrześniowym ogrodzie:














Co tam jeszcze w ogrodzie kwitnie...

Wieje dziś niemiłosiernie, a ja jak zawsze w takich okolicznościach pogodowych odczuwam charakterystyczny niepokój. Brzozy wyginają się pod naporem wiatru, a masa liści trzymających się kurczowo gałęzi szeleści tak mocno, że słychać je nawet przez zamknięte okna. Część liści opada na trawnik podkreślając siłę natury i zbliżającą się kalendarzową jesień. Wiatr wieje tak intensywnie, że co chwila czyste niebo ze słońcem ustępuje ciemnym chmurom i odwrotnie... Adekwatnie do pogody mam więc istną huśtawkę nastrojów, sinusoidę energii z rozleniwieniem, zmienną chandrę na przemian z optymistycznym uśmiechem. Nie lubię takiej aury.

Zastanawiam się czy silny, porywisty wiatr w ogóle może być przyjemny i wyobrażając sobie różne pogodowe scenariusze dochodzę do wniosku, że jedyne okoliczności w których go toleruję, to spacer nad brzegiem morza właśnie jesienią, kiedy podmuchy niemal urywają głowę, ale brnie się dalej i dalej. Po takim spacerze rozgrzewająca zupa rybna w barze Przystań, czy poprzedzający ją tatar z łososia uzupełnione kubkiem aromatycznej herbaty z cytryną smakują genialnie, a jaki nocą mamy mocny sen!

Zmusiłam się dziś do wyjścia na zewnątrz w dyżurnym różowym szlafroczku-kożuszku. Tak, to ten zimowy. Ogród mile mnie zaskoczył, bo mimo niesprzyjającej aury, dużo roślin w najlepsze kwitnie. Nie wszystkim udało mi się zrobić zdjęcia, ponieważ uparte podmuchy wiatru rozmywały ujęcia, ale napatrzyłam się na kwitnący świat z bliska i jest mi lepiej. Owady dziś mają wolne - niemal 'nikt' nie pracuje. 

Schodząc z tarasu minęłam kwitnące krzewuszki... nie są już tak obsypane kwieciem jak wiosną, ale wciąż cieszą urodą... wtórowały im białe pięciorniki. Kierując się na lewo przeszłam obok rabaty południowej z hortensjami i różami... minęłam tańczącą na domku ogrodnika donicę z pełnymi petuniami, które po ostatnich deszczach odzyskały kondycję. Podobnie dobrze wyglądają fuksje oraz część pelargonii z Million Bells. Dalej podreptałam w stronę wrzosowiska i rozchodników okazałych, które o tej porze roku wiodą prym w ogrodzie... Skierowałam się ku części przedogródka, gdzie sfotografowałam róże, trawy i hortensje, podziwiając też kwiaty zmęczonego pogodą hibiskusa. Na koniec minęłam szpaler hortensji z budlejami, popatrzyłam na dość smętnie przewieszone floksy przy tarasowej skarpie i wróciłam do domu, przewiana na szczęście lekko, dzięki 'kożuszkowi'.

Zostawiam Wam zdjęcia, które jakościowo spełniają moje kryteria... Pozdrawiam Was! 

Chopin

Rotkappchen

Pastella

Larissa

Jacques Cartier

L.D. Braithwaite

Leonardo da Vinci Blanche

Cinderella

Aspirin Rose

Sebastian Kneipp

Aprikola

Benjamin Britten

The Pilgrim

The Alnwick Rose


Tardiva

Vanille Fraise

Silver Dollar, w tle Phantom i Pinky Winky

Grandiflora

Silver Dollar

Vanille Fraise

Limelight z budlejami Border Beauty











Kolorami wrzesień się zaczyna




Koniec wakacji, powrót wczesnego wstawania, korki na ulicach, chłodniejsze wieczory i poranki. Coś się zmieniło, wraz z kolejną kartką z kalendarza. Pierwszy września 2013r. rozpoczął się porannym deszczem… Przed południem co prawda się rozpogodziło, ale pogoda była dziś zmienna i chmury przeplatały się ze słońcem, a cisza z wiatrem… Mam dziś refleksyjny nastrój, snuję się po domu bez celu, okupuję kanapę, a jedynym co przykuwa moją uwagę, są kolory, które widzę przez okno. To inspiruje do wyjścia na zewnątrz z aparatem i uwiecznienia w kadrze pierwszych godzin nowego miesiąca, w którym lato za kilka tygodni ustąpi miejsca kalendarzowej jesieni.

Chociaż w ogrodzie wciąż zielono, kolory wielu roślin zdecydowanie nabrały głębszego wyrazu. Moje ulubione barwy w życiu i ogrodzie to te, które spotykam właśnie teraz: rudości, brązy, purpury, oliwki, odcienie złotego, śliwki, ciepłego fioletu, amarantu… Dzisiaj takie kolory mogłam spotkać w ogrodzie. Zdjęć nie jest dużo, ponieważ nastrój zniżkuje, ale chciałam się nimi z Wami podzielić.

Zastanawiam się jaka będzie tegoroczna jesień… Mam nadzieję, że przynajmniej do końca października aura będzie dla nas łaskawa i nie poskąpi słońca oraz przyjemnych temperatur. Mam jednak wrażenie, że noce i poranki dość szybko staną się na tyle chłodne, iż przyjdzie nam już niedługo rozpalać w kominku, a orzeźwiające napoje zamienić na czerwone wino, może i grzane, z dodatkiem miodu, pomarańczy i rodzynek :) Lubię ten czas!









"Jak dobrze wstać skoro świt"...

Te sierpniowe poranki w ogrodzie stały się już dla mnie tradycją... wyglądam przez okno: widzę połyskujące w słońcu rośliny skropione diamentami rosy... zaparzam więc kawę i wychodzę pospacerować. Dziś ranek jest ciepły, a powietrze stoi w bezruchu. Ciszę rozpraszają jedynie wskakująca do oczka wodnego żabka, śpiewający gdzieś w drzewach ptak i psi ledwie słyszalny krok, towarzyszący mi w obchodzie. Po powrocie moje buty były całkowicie mokre... Warto było wyjść - na cały dzień naładowałam pozytywną energią swój umysł.


Zapraszam na spacer:
Aster bylinowy

Klon Orange Dream

Klon Phoenix

Rozchodnik

Rozplenica Hameln

L.D. Braithwaite

Jacques Cartier

Papa Meilland

Giardina

Pastella

Rotkappchen

Vanille Fraise

Floks wiechowaty

Compassion

The Alnwick Rose

Astrid Grafin von Hardenberg

A Whiter Shade of Pale

Ognik

Rhapsody in Blue

Red Leonardo da Vinci

Miskant Gracillimus

Imperata Red Baron

Hibiscus bylinowy

Silver Dollar

Vanille Fraise

Sebastian Kneipp

Aspirin Rose

Leonardo da Vinci Blanche

Trzcinnik i w tle turzyca nowozelandzka



Melancholia przy porannej rosie



Wczesny ranek to pora ogrodnika… Kiedy jeszcze wszyscy śpią, biorę w dłoń ulubiony kubek ze świeżo zaparzoną kawą, wskakuję w dyżurny szlafroczek-kożuszek (mam różne grubości na każdą porę roku ;-)) i z aparatem zawieszonym na szyi idę na spacer podglądać przyrodę w ogrodzie. 


Dzisiejszy poranek jest wyjątkowo piękny, choć muszę z radością przyznać, że podobnych tegorocznego lata nam nie brakowało. Jego wyjątkowość wynika jednak z czegoś innego. Mianowicie, pokazuje ogród w innym świetle… ten, mimo że pozornie zielony, nabrał już ledwie dostrzegalnego zabarwienia podkreślającego schyłek lata i zapowiadającego nadchodzącą jesień. Wierzbowe i brzozowe liście miejscami żółkną opadając na murawę, bordowe klony połyskują w słońcu swoją czerwienią podczas gdy te zielone zaczynają się głębiej przebarwiać, na irgach błyszczących, jarzębinach i ognikach czerwienieją owoce, trawy zaczynają festiwal swoich wiechów i pióropuszy, niektóre z hortensji nabierają malinowej barwy, a wrzosy wkraczają w czas swojego królowania. Czekam na astry.

W świecie zwierząt ruch. Ważki uroczo latają nad oczkiem, motyle, pszczoły i bąki pracowicie przysiadają na miododajnych kwiatach, sójki i sroki skrzeczą kłócąc się od wczesnych godzin, seledynowy dzięcioł z czerwonym czubkiem pieczołowicie wyszukuje pożywienia w trawniku. Wczoraj dobre 10 minut wyjeżdżałam spod swojego domu do głównej drogi (100m), ponieważ przed autem niespiesznym dreptaniem szło sobie stadko: mama kuropatwa z czwórką dzieci.

Przyznaję, że jest pięknie.

Dlaczego więc już teraz zaczyna mnie dopadać melancholia? Te odczuwalnie chłodniejsze poranki, niżej przyświecające słońce, żółknące liście czy czerwone korale jarzębin – chcąc nie chcąc kojarzą się z przemijaniem, zmianą pory roku, kolejną cyfrą na liczniku. Wiele osób szczerze nie znosi schyłku lata, a świadomość upływającego czasu wpędza ich niemal w depresyjne stany. Ja postrzegam to inaczej, choć filozoficzne pochylenie się nad faktem przemijania również mnie dotyka – najzwyczajniej w świecie cieszę się z każdego danego mi roku, nie tylko w kontekście rodzinnym, osobistym, ale także tym ogrodowym. Możliwość twórczego planowania późną jesienią i zimą (choćby nasadzeń balkonowych, w przypadku posiadanych mniejszych powierzchni)  następnego sezonu, uczenia się od innych ogrodników, ale też korzystania z inspiracji z dostępnej literatury czy magazynów, wymiana doświadczeń, nowe kontakty – na to zwykle nie mamy aż tyle czasu wiosną i latem. Korzystam zatem z tych okazji jak najwięcej i najczęściej właśnie jesienią i zimą. Dzięki temu oczekuję kolejnej wiosny z większą ciekawością wiedząc, że realizacja moich planów i marzeń udoskonali nie tylko mój ogród, ale też w szerszym kontekście upiększy kawałek świata. Wy zrobicie przecież to samo, zmieniając swoje ogrody. Obyśmy tylko zdrowi byli...


Koszenie trawnika - przyjemność czy obowiązek?


Nie wyobrażam sobie swojego ogrodu bez estetycznego i zadbanego trawnika... Przez cały sezon staram się utrzymywać go w dobrej kondycji, tak aby murawa była gęsta, najlepiej pozbawiona widocznej ilości chwastów i przycięta na odpowiedniej wysokości. Trawnikowi najbardziej lubię się przyglądać w popołudniowym słońcu, kiedy to murawa zyskuje piękny, głęboki kolor soczystej zieleni, a wyższe rośliny rzucają nań interesujące cieniste kształty.

Podstawą uzyskania zadbanego trawnika jest kilka czynności, które wykonujemy od wczesnej wiosny, aż do późnej jesieni. Zaczynając od zabiegu wertykulacji, poprzez wiosenne nawożenie, nawadnianie, opryski na dwuliścienne chwasty, do regularnego cotygodniowego koszenia. No właśnie, co oznacza dla Was ta ostatnia czynność? Czy to tylko przykry obowiązek, czy może jednak przyjemna aktywność w ogrodzie?

Nasz trawnik jest dość rozległy, dlatego też koszenie zajmuje podczas intensywnego wzrostu źdźbeł do dwóch godzin. Biorąc pod uwagę cotygodniowe powtarzanie tego zabiegu, to całkiem regularna gimnastyka, lub jak kto woli, istny taniec z kosiarką pomiędzy różnorodnymi liniami rabat na styku z linią trawnika. 

Muszę się przyznać bez bicia, że mimo ewidentnego zmęczenia, które po koszeniu odczuwam, uwielbiam wykonywać tę czynność. Mało tego, uważam, że robię to najlepiej, i nie wyobrażam sobie świadomego pozbawienia się tej przyjemności ;-) Ze względu na falistą linię rabat, koszenie wymaga precyzyjnego poruszania się maszyną, więc kosiarka elektryczna przy decyzji o zakupie odpadła. Świadomie kupiliśmy porządną spalinową maszynę o odpowiedniej mocy i sporym koszu. Brakuje mi w chwilach mojej gorszej formy fizycznej napędu i sądzę, że następna kosiarka będzie już samojezdna, ale z obecnej jestem bardzo zadowolona. Trawnik przycinam na wysokości 4-5cm - dzięki temu trawa nie wysycha podczas upałów, a przy wilgotniejszym sezonie nie jest narażona na powstawanie mchu. Z funkcji mulczowania trawy, w jaką jest wyposażona, korzystam może 1-2 razy w sezonie. Rozdrobniona darń wzbogaca co prawda glebę w materię organiczną i dostarcza trawnikowi substancji pokarmowych, ale stosowana w nadmiarze może powodować powstawanie tzw. filcu, który utrudnia murawie wzrost, oddychanie i może być przyczyną gnicia czy występowania mchu. 

Przyznaję, że mam ogromną słabość do kantów trawnika - te muszą być wyrównane, porządnie przycięte. Zauważcie, że ten prosty zabieg to taka ostatnia kosmetyka - jakże ważna dla ostatecznego efektu. Sama robię to nożycami akumulatorowymi do trawnika. 

W sierpniu trawnik wciąż wymaga od nas regularnych zabiegów, ale podstawa to jego cotygodniowe koszenie i codzienne nawadnianie. 

Lubicie dbać o murawę? Jakie są Wasze sposoby na piękny trawnik? Przykładacie wagę do jego kantów czy może puszczacie je na żywioł? ;-)

Świeżo skoszony trawnik podlewa się...


 Spacer w słońcu


Świeżo skoszona murawa, unoszący się wciąż zapach trawy, miło przyświecające słońce - to świetne okoliczności do popołudniowego spaceru po ogrodzie. Lato w tym roku niezwykle rozpieszcza nas ilością promieni słonecznych... a biorąc pod uwagę, że to już jego schyłek, warto jak najczęściej korzystać z przyjemnej aury i ładować akumulatory na zimę.


 Zapraszam na obchód po ogrodzie:


Część zachodnia - wrzosowisko w pełni kwitnienia


W pobliżu oczka wodnego


Rabaty południowe


Kontrolowany busz nad oczkiem wodnym


Rabata leśna - jej początek


Rabata leśna - jej środek


Rabata leśna - jej koniec


Przedogródek


Przedogródek - hortensjowo


Przejście do kolejnego pokoju ogrodowego


Szpaler hortensji Limelight z budlejami Border Beauty


Południe


Przejście między trzcinnikami a psem z dredami do następnego pokoju ogrodowego


Alejka wrzosowo-berberysowa


Spojrzenie ogólne



Życzę Wam udanej soboty w Waszych ogrodach!



Ponadczasowa biel w ogrodzie




W mojej opinii bieli nie może zabraknąć w żadnym ogrodzie. Osobiście odbieram tą barwę jako absolutną ponadczasową klasykę oraz wyraz elegancji i smaku jaką nadaje danemu zakątkowi. Biel z pewnością odbija światło, rozświetla daną przestrzeń, sprawia wrażenie czystości i jest niezwykle inspirująca. Pięknie się uwypukla na tle otaczającej ją zieleni i wnosi do ogrodu niezwykłą harmonię. Komponuje się w zasadzie z większością kolorów - zarówno chłodnymi fioletami czy różem, jak i gorącymi purpurami czy słonecznym lub kremowym żółtym.



Biel jest często 'złamana' pewnego rodzaju poświatą, którą można dostrzec przyglądając się danej roślinie w bliska... Raz jest to delikatna różowa chmurka, innym razem limonkowy odcień bieli, a jeszcze następnym słoneczna otoczka w kolorze bardzo jasnej żółci. Wszystkie te 'bielsze odcienie bieli' są niezwykłe i pełne uroku, chociaż przyznaję, że sama chyba najbardziej zachwycam się czystą bielą.

Na jakie rośliny warto zwracać uwagę chcąc urządzić większy lub mniejszy zakątek w bieli? Wiosną mamy do wyboru ogromne ilości kwiatów cebulowych: od przebiśniegów, przylaszczek, przez krokusy, tulipany, zawilce japońskie czy śniadki. Trudno wymienić wszystkie. Lato to niezliczone odmiany bylin występujących w bieli, jak chociażby irysy, firletki, bodziszki czy kosmosy. 
Z pewnością w sierpniu tą niezwykle elegancką barwą najbardziej zachwycają hortensje bukietowe. Jest ich na rynku ogrodniczym ogromny wybór - od niewielkich stożków z kwiatami płodnymi i płonnymi po ogromne wiechy składające się tylko z kwiatów płonnych, czyli najbardziej okazałe, spektakularnie kwitnące. 
Oto kilka z nich:
















Kolejnymi roślinami, na które warto zwrócić uwagę, są oczywiście róże. Mnie w tym sezonie zachwyca niesamowicie subtelnie kwitnący Leonardo da Vinci Blanche:
Równie piękna, z różową mgiełką, jest róża Aspirin Rose:
Nie można w swoich wyborach pominąć floksów wiechowatych:
...lilii:
...czy wrzosów:


O tej porze roku zdobią także nasze ogrody liście i kwiaty niektórych host, czy też biało-zielone liście dereni:





Jakie białe kwiaty są Waszymi ulubionymi? Czy macie białe zakątki w Waszych ogrodach lub planujecie takowe stworzyć?


Rabata południowa czyli melanż hortensji, róż i traw




Wiosną ubiegłego roku zdecydowałam się na budowę paleniska wraz z ławeczką je otaczającą. Myślałam o nim w zimie, planując w najdrobniejszych szczegółach materiały z którego ma być wykonane, usytuowanie, zwymiarowanie oraz jego roślinne otoczenie. W ten sposób miała powstać rabata południowa.

Wydawałoby się, że zwykły ‘kawałek’ okręgu wystającego z ziemi wraz z murkiem i tylną rabatą to sprawa prosta i niewymagająca skomplikowanego planowania, a jednak rzeczywistość była zgoła inna.
Już podczas murowania okazało się, że pierwotnie ustalona średnica paleniska jest niewystarczająca, użyty kamień zbyt mały, a ułożona wewnątrz okręgu kostka nie może być ot tak, ciasno ułożona i potrzebuje odwodnienia. Ledwie więc wybudowaliśmy nasze miejsce na ognisko, a już musieliśmy je wykonać od nowa. Człowiek się uczy na błędach, czyż nie?
W rezultacie doszliśmy jednak do właściwego zwymiarowania, dobrania odpowiedniej wielkości granitu i projekt został sfinalizowany.

Wcześniej za pomocą ogrodowego węża wyznaczyliśmy wstępny kształt rabaty, która miała się znaleźć za ławeczką-murkiem przy palenisku. Niewielka w zamyśle rabata zatoczyła jednak szersze kręgi i wyszła swoim zasięgiem daleko ponad pierwotny plan.
Linię nowego miejsca dla roślin wyznaczyliśmy specjalnym, bardzo do tego przydatnym narzędziem do kantów trawnika i zaczął się etap najbardziej mozolny, czyli darcie darni. Spędziliśmy nad tym ładnych kilka dni wylewając hektolitry potu, o permanentnym bólu naszych kręgosłupów nie wspominając.
Wreszcie wydarta darń odsłoniła gołą ziemię i okazało się, iż kształt rabaty to dość ciekawa forma, w dodatku zakończona zwanym w pewnych kręgach ‘rybim ogonem’ ;-)

Część koncepcyjna związana z planami nasadzeń została wywrócona do góry nogami po wizycie w trzech szkółkach. W pierwszej zaopatrzyliśmy się w roślinne ramy rabaty, czyli sosnę drobnokwiatową Glauca, świerk kaukaski, klon Red Sunset, wiąz Camperdownii oraz modrzew Blue Rabbit Weeping. W drugiej szkółce zakupiłam klon palmowy Dissectum, miskanty Giraffe, kłosówki Jackdaw’s Cream, tawuły japońskie Goldflame, fioletowe kępy orlików oraz kilka host. W trzeciej szkółce dokupiliśmy dorodne egzemplarze hortensji bukietowych: Pink Diamond, Pinky Winky, Tardivę, Phantom, Silver Dollar oraz ukochaną obecnie Vanille Fraise. Po posadzeniu roślin rabata przyjęła określony charakter, a rosnące w szybkim tempie rośliny cieszyły oko – ogród nabrał dzięki temu konkretnych rumieńców!

Na tym się nie skończyło… miejsce pozwalało na dosadzenie kolejnych roślin, zatem jeszcze poprzedniego lata pojawiła się tam: hortensja Choco Bleu, turzyce Milk Chocolate oraz Prairie Fire w ilości 10 sztuk, fothergilla, tawułki Arendsa i kilka róż. Tej wiosny dosadziłam kolejne królewny i mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z ostatecznego wyglądu rabaty. Stanowi ona mariaż hortensji, traw i róż, osadzonych w mocnych ramach drzew.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć, zarówno tych z realizacji, jak i tegorocznych.

Rabata po zerwaniu darni, pierwsze nasadzenia, kwiecień 2012:













Palenisko, kwiecień 2012:





Lipiec/Sierpień 2013:































Zmienna ogrodowa skarpa




Rozpoczynając naszą przygodę z ogrodem, długo zastanawialiśmy się jak uatrakcyjnić otoczenie tarasu, na którym chcieliśmy spędzać błogie popołudnia po pracy i w rezultacie przemyśleń zdecydowaliśmy się na usypanie niewielkiej skarpy


M. uwielbiający kosodrzewiny zastrzegł sobie od razu posadzenie kilku sztuk i tak się stało... do nich dołączyły tawuły Gold Mound, lilaki Palibin, klony palmowe Atropurpureum, modrzew europejski repens zwany w niektórych kręgach psem z dredami oraz kwiaty sezonowe - wszystko w minimalnej wielkości.

Skarpa przez lata szalenie się zmieniła, dlatego postanowiłam poświęcić jej osobny post pokazując z jaką wyobraźnią trzeba sadzić rośliny, żeby ich później hurtowo nie przesadzać ;-) Nam tej wyobraźni trochę zabrakło ;-)

Sami zobaczcie jej ewolucję:














...i stan obecny... trochę roślin ubyło, kilka przybyło. Dobudowaliśmy także trejaż, po którym wspinają się róże Ilse Krohn Superior. Jest tu istny gąszcz!









Historia leśnej rabaty



Marzenie o rabacie o typowo leśnym charakterze drzemało we mnie od dawna, zwłaszcza że zachodnia część ogrodu porośnięta kilkoma zastanymi podczas zakupu działki brzozami oraz dosadzonymi przez nas sosnami niejako już taki klimat tworzyła.


Konkretna decyzja o wyznaczeniu linii rabaty oraz zerwaniu darni wyniknęła z potrzeby przesadzenia w jedno miejsce kilku azalii pontyjskich oraz zrobienia wrzosowiska. To niejako spowodowało zainicjowanie całej operacji: od ułożenia węża który pomógł wyznaczyć skomplikowany kształt, przez zerwanie darni, ułożenie obrzeży (eko-bordów), posadzenie pierwszych roślin, do ostatecznego wyściółkowania powstałego miejsca korą sosnową. 

Tak to miejsce wyglądało jeszcze bez naszej ingerencji


Wyznaczenie linii rabaty
...I z drugiej strony...
Najgorsza praca ogrodnika, czyli darcie darni...
Skończone!
Wykorowane, część roślin już jest
Leśny charakter rabaty tworzą posadzone na niej rośliny: pierwotnie znalazły się na niej iglaki takie jak świerk srebrny, choina kanadyjska oraz cyprysik nutkajski, a jej koniec zwieńczała ogromnych rozmiarów brzoza. Ukwieconą część rabaty stanowiły piękne azalie pontyjskie oraz dwa różaneczniki: fioletowy catawbiense Grandiflorum i najwcześniej zakwitający Cunningham’s White o białych kwiatach. Całość zwieńczyły wrzosy pączkowe w ilości 50 sztuk, w pięciu odmianach. Rabata celowo nie została przeładowana ilością roślin – zależało mi, aby stanowiła przestrzeń z zielonym oddechem i przyjemnym leśnym klimatem. 

Poniżej zdjęcia z maja/czerwca 2013:















Tak to wyglądało i cieszyło oczy do lipca bieżącego roku. Po powrocie z naszego urlopu z niepokojem zaobserwowaliśmy chorobowe zmiany u różaneczników oraz cyprysika nutkajskiego. Wytoczyliśmy działa w postaci oprysku oraz podlewania dokorzennego systemicznym środkiem przeciwgrzybicznym. Leczenie trwało miesiąc, niestety zupełnie bezskuteczne w walce z postępującą fytoftorozą. Z bólem serca podjęliśmy decyzję o wykopaniu dwóch chorych roślin rh Cunningham’s White oraz cyprysika. Catawbiense Grandiflorum przetrwał i odbudowuje swoją kondycję.

Puste miejsca po wykopanych roślinach należało odkazić Previcurem. Wczoraj posadziliśmy dwa solitery, które mam nadzieję, godnie zastąpią poprzedników. Są to dwa klony palmowe: Orange Dream o naturalnej kulistej koronie oraz Phoenix, bardziej nieregularny w pokroju. Zimą przez dwa sezony zamierzam rośliny okrywać agrowłókniną, potem powinny poradzić sobie same.

Stan obecny (w puste miejsca zostaną dosadzone kolejne wrzosy oraz azalie japońskie):







Mam nadzieję, że zmiany przypadły Wam do gustu :)


Moja definicja przedogródka




Co to takiego przedogródek? W pierwszej chwili możemy czuć konsternację i mieć przeróżne skojarzenia. Czy to część terenu przed samym ogrodzeniem posesji? Czy to ten wąski pasek, często wysypany żwirem lub pokryty trawą? A może to alejka prowadząca od furtki do drzwi domu wraz z podjazdem do garażu obok?
Osobiście po raz pierwszy zetknęłam się z tym określeniem na ogrodniczym forum, kiedy to jedna z forumowiczek w ten sposób określiła swoją zieloną przestrzeń frontową otaczającą dom, okraszając swój wpis kilkoma zdjęciami. Oglądając je od razu zorientowałam się o co chodzi! Kierując się podziałem ogrodu na poszczególne pokoje, należy zakwalifikować przedogródek jako swoisty ogrodowy salon!





Część frontowa ogrodu to niejako nasza wizytówka – nas, właścicieli domu z ogrodem. To na nią spoglądają sąsiedzi, spacerowicze, przeróżni dostawcy, a przede wszystkim nasi goście i my sami. No właśnie. Wyobraźmy sobie, że wychodzimy i wracamy do domu minimum raz dziennie – rachunek jest prosty: w ciągu roku spoglądamy na nasz przedogródek ponad 700 razy! Co to oznacza dla właściciela domu, jego gości i sąsiedztwa? Ano wnioski nasuwają się same… przedogródek powinien być stylistycznie spójny z budynkiem, estetyczny i zadbany, a roślinność oraz użyte materiały dobrane w taki sposób, jakby ogród był naturalnym przedłużeniem domu i upodobań właścicieli. Idealny efekt to taki wzbudzający zachwyt nad częścią frontową ogrodu, a jednocześnie wzmagający zainteresowanie i przedsmak tego, co czeka nas w dalszej części spaceru po ogrodzie.

Dość mojej własnej definicji, przejdźmy do przykładów.

Rozpoczynając spacer od samego wejścia do ogrodu, dla mnie godnym uwagi jest zastosowanie konkretnego elementu zapraszającego. Może to być piękny łuk otaczający furtkę, obrośnięty pnącą różą, powojnikami, czy innym pnączem, np. bardzo subtelną i elegancką actinidią, tzw. czekoladowym pnączem.
Innym interesującym akcentem będzie wygrawerowany w kamieniu napis typu ‘Mój ogród’ , ‘Welcome to my garden’, ‘ Le Jardin’ czy też inny, bardziej spersonalizowany. Zamiast kamienia leżącego tuż przy wejściu możemy zastosować tabliczkę (drewnianą, metalową, kamienną) wiszącą przy dzwonku do furtki, albo już wewnątrz, kierunkowskaz na nóżce.
W moim ogrodzie wciąż nie ma docelowego zapraszającego elementu i póki co ratuję się takim skromnym jak ten na zdjęciu (szukając w międzyczasie czegoś, co naprawdę będzie mi się podobało):

Ogromnie ważne w przedogródku są zastosowane rośliny. To tu jest najodpowiedniejsze miejsce na solitery, rośliny spektakularnie kwitnące lub atrakcyjne cały rok iglaki. Roślin wcale nie musi być dużo i tu właśnie zasada 'mniej znaczy więcej' ma wyjątkową moc. Odpowiednio skomponowane krzewy, drzewa i byliny, uwypuklone na zadbanym, soczysto zielonym trawniku o wyraźnych kantach lub wyściółkowanych rabatach, będą stanowić doskonałą wizytówkę ogrodu.
Sama skupiłam się na następujących soliterach: jodła koreańska w części przy podjeździe, świerk Inversa w okolicy furtki, cyprysik nutkajski potężnych rozmiarów w części rabatowej. 

Jodłę otoczyłam otuliną z płożących jałowców dodając niewielki punkt w postaci świerka Conica. Inversę obsadziłam zwiewnymi rozplenicami Hameln, imperatami Red Baron, miskantem Gracillimus, turzycami Ice Dance oraz akcentem z kulistego bukszpanu. Cyprysik nutkajski ma u stóp hortensje Vanille Fraise i Silver Dollar, a bliżej brzegu rabaty kwitnący impuls stanowią posadzone wzdłuż peonie, tawułki Arendsa i różaneczniki Nova Zembla, Piercy Wiseman, Hoppy oraz Schneekrone. W ten sposób wspomniana przestrzeń jest atrakcyjna przez cały rok, a sezonowo przykuwa wzrok kwitnieniem poszczególnych krzewów i kwiatów cebulowych. 

Warto wspomnieć, że lewą stronę podjazdu, także stanowiącą element przedogródka, stanowi rabata różana, na której rosną królowe: Sebastian Kneipp, Aspiryn Rose, Bonica’82, Leonardo da Vinci, Brother Cadfael, First Lady, Princess of Wales oraz Leonardo da Vinci Blanche. Urodę róż podkreśla mgiełka białej gipsówki. 

Dwa rogi ogrodzenia to także mocne punkty: z prawej jabłoń Royalty, a z lewej – o ogromnej już koronie – catalpa Nana.

Materiały jakie użyliśmy na frontowym ogrodzeniu to jasna cegła ręcznie formowana, powtarzająca się na cokole domu. Podjazd wraz z alejką oraz opaską wokół domu stanowi kostka granitowa, która występuje także jako element paleniska oraz kamiennej ławeczki jaka go otacza. 

Nie mniej ważny akcent stanowią nasadzenia donicowe. Ja co roku zmieniam koncepcję i stosuję różne rośliny, mieszając jednoroczne z wieloletnimi i wymieniając je w zależności od pory roku. Same donice także próbowałam dostosować do funkcji reprezentacyjnej, decydując się na zestaw pojemników wykonanych z mrozoodpornego włókna szklanego w kolorze grafitu.

W mojej opinii nie warto zasłaniać się od frontu szczelnym żywopłotem (chyba, że obszar za domem jest niewielki lub w ogóle go nie ma albo też potrzebujemy odgrodzić się od ruchliwej i hałaśliwej ulicy), zwłaszcza że nie spędzamy tam zwykle dużo prywatnego czasu. Niech część przedogródkowa będzie otwarta dla oczu odwiedzających oraz przechodniów i tworzy wpisujący się w otoczenie spójny z nim krajobraz. Osobiście żałuję, że w naszych realiach przedogródki nie mogą być zupełnie otwarte na ulicę (bez zbędnego ogrodzenia) - ogrodnicy swoimi ogrodami sprawiają przecież, że otaczający nas świat jest piękniejszy.  

A jakie znaczenie ma dla Was przedogródek? 


Zapraszam na spacer po mojej frontowej części ogrodu:
  































Bukszpan: ostatnie cięcie w sezonie


Bukszpany to dość wolno rosnące rośliny, jednak żeby krzewy były gęste i estetyczne dla oka w pokroju, należy je regularnie przycinać. 

Cięcie bukszpanów w sezonie wegetacyjnym wykonuję dwukrotnie (nie będąc fanką idealnie kulistych topiarów):
- na początku kwietnia, kiedy to po zimie nadaję im pożądany kształt i pobudzam do wzrostu,
oraz 
- w połowie sierpnia - czyli właśnie o tej porze - dokładnie przycinając gałązki wyrastające poza obręb kuli. Przed zimą zdążą jeszcze zdrewnieć.

Jak przycinać? Otóż, przede wszystkim należy wykonywać cięcie odpowiednimi, ostrymi nożycami, które zdecydowanie ułatwiają tę nie najprostszą czynność. Do osiągnięcia dość precyzyjnego pokroju kuli, dobrze wykonać pewnego rodzaju szablon, np. okręcając krzew bukszpanu sznurkiem lub drutem, tworząc układ 'równoleżników', jak na globusie. Części zielone które wystają ponad sznurek, przycinamy. 


Doniczkowe: sierpniowa zmiana warty



Tegoroczne upalne lato tak dało się we znaki wszystkim, że ledwie zipali ludzie, zwierzęta, rośliny w ogrodzie, ale przede wszystkim kwiaty doniczkowe na tarasach, trejażach i przy wejściach do naszych domów. W tym sezonie w donicach w moim ogrodzie prym wiodły trawy, żurawki, lawenda, petunie, pelargonie, fuksje, Million Bells, sundaville, oleander, kocanki, stokrotki afrykańskie i werbeny. Muszę z przykrością stwierdzić, że tylko kilka gatunków, mimo codziennego podlewania, przetrwały w dobrej kondycji. Wczoraj pożegnać musiałam petunie, kocanki i stokrotki afrykańskie. Pojawiło się miejsce na nowe nasadzenia.


Czas zatem na zmianę warty!


Dzisiejsza wizyta w jednej z najczęściej przeze mnie odwiedzanych okolicznych szkółek (Ponderosa, Kanie Helenowskie) zaowocowała zakupami roślin na taras i do donic przy wejściu do domu.


Zdecydowałam się na gatunki z różnych względów najbardziej ulubione: wrzosy, rozchodniki okazałe, rozplenice Rubrum oraz stipę (ostnicę). Taki zestaw pozwolił mi na stworzenie nowych kompozycji, które fantastycznie odnalazły się w przygotowanych dla nich miejscach.




Zatem rozplenice Rubrum wraz z rozchodnikami okazałymi znalazły swoje miejsce w drewnianej skrzyni na tarasie:






Na froncie domu posadziłam wrzosy, które uzupełniają wcześniejsze kompozycje sundaville z Milion Bells oraz duży egzemplarz oleandra:



 






W jednej z mniejszych doniczek posadziłam złocistą, delikatną i miękką stipę:



Na koniec spełniło się moje pomarańczowe marzenie, czyli stałam się posiadaczem klona palmowego Orange Dream, prowadzonego w formie kulistej. Mam zakusy, by posadzić go na rabacie leśnej, gdzie królują wrzosy, różanecznik catawbiense Grandiflorum (w tej chwili osamotniony, ze względu na Cunningham’sWhite usunięty z powodu fytoftorozy), azalie pontyjskie, świerk kłujący oraz choina kanadyjska. Jeśli zdecyduję się na jeszcze jeden krzew, to będzie to najprawdopodobniej pięknie przebarwiający się grujecznik.








Czy podobają Wam się nowe aranżacje?


Sierpień: co robię w ogrodzie

Chwilowy oddech od upałów, ziemia porządnie podlana deszczem, przyjemna temperatura i delikatny wiaterek - okoliczności idealne do rozpoczęcia typowych w miesiącu sierpniu prac ogrodowych. Przyznam, że coraz częściej myślę o jesieni obserwując zakwitające trawy, przebarwiające się hortensje czy pierwsze pękające pączki na wrzosach. Bardzo lubię tę porę roku, która kojarzy mi się z grą światła i cienia, połyskującymi ognistymi barwami liści drzew i krzewów, babim latem i zapachem ciepłej ziemi. Już teraz zaczynam myśleć o kolejnym sezonie w ogrodzie, o czym świadczy choćby zbieranie nasion z przekwitających bylin. Czas też na inne zabiegi w ogrodzie, za które dzisiaj się zabrałam.

Na wielu roślinach widać pierwsze oznaki zbliżającej się jesieni... Tawułki Arendsa, lawenda, przekwitające róże czy podeschnięte podczas upałów niektóre z hortensji bukietowych wymagają przycięcia.

Do pracy zatem!
Podsychające już kwiatostany tawułek łapiemy oburącz zbierając je razem w większą kępę i przycinamy już teraz - zabieg ten pozwoli krzewinkom na rozbudowanie systemu korzeniowego. W następnym sezonie nasze kępy powiększą swoją objętość.



Zaschnięte kwiatostany hortensji zwykle zostawiamy, by zimą zdobiły nasze ogrody. Tropikalne temperatury sprawiły jednak, że moje dwa krzewy Grandiflory - hortensji bukietowych - zaczęły zbyt szybko przekwitać. Ze względów estetycznych, zwłaszcza jeśli są jeszcze na krzewie świeże wiechy, wycinamy te, których uroda już nie zachwyca.

Nasze róże kwitną już nieco słabiej, ale wciąż możemy odpowiednio przycinać przekwitnięte pąki - mają jeszcze sporo czasu na kolejny rzut kwitnienia. Królewny przycinamy ostrym sekatorem pod skosem, nad pierwszym pędem o pięciu listkach - z tego miejsca wypuszczą świeże pędy z pąkami.



W lipcu walczyliśmy z chorobami grzybowymi, które zaatakowały nasze trzy rośliny: różanecznik Cunningham's White, nieduży cyprysik nutkajski oraz jodłę koreańską. Niestety fytoftoroza spowodowana wcześniejszymi podtopieniami była na tyle trudna do zwalczenia, że zdecydowaliśmy się usunąć krzewy, które zostaną jutro spalone. Ziemia w miejscu w którym rosły, została dokładnie zlana roztworem Previcuru.


Trawnik wciąż wymaga wielu zabiegów. Nie możemy zapominać o jego regularnym podlewaniu, nawożeniu i koszeniu raz w tygodniu. Nie pozostawiajmy też murawy na pastwę losu i działania chwastów, które nieopryskiwane, bardzo szybko się rozprzestrzeniają zagłuszając właściwy trawnik. Chwasty dwuliścienne opryskujemy roztworem Mniszka lub Biofixu (selektywne herbicydy). Z większymi możemy się rozprawić za pomocą bardzo przydatnego narzędzia:







Poza powyższymi zabiegami przycięłam lawendę, budleje i floksy oraz zaplanowałam miejsce na cebulki wiosennych kwiatów, które za kilka tygodni zacznę sadzić. Przygotowałam też miejsce w donicach na nowe jesienne nasadzenia: jutro pojawią się tam wrzosy, astry i drobne chryzantemy. Przede wszystkim jednak przeprowadziłam dziś skrupulatną akcję 'chwast' na rabatach. Jej wynik to 480l ziela :D


Co znajdziesz w kalendarzu prac

Kalendarz ogrodowych prac będę aktualizować w każdym miesiącu, ale nie znajdziesz tu typowych porad 'encyklopedycznych' - będę pisać o tym co ja konkretnie robię w ogrodzie, w danym okresie czasu, bazując na własnych doświadczeniach. Poradników w sieci i prasie jest dużo i nie chcę ich powielać - to nie miałoby sensu. 

Zatem opowiem Ci kiedy i co opryskuję, kiedy i w jaki sposób nawożę rośliny, kiedy przycinam krzewy, robię kopczyki różom, jak pielęgnuję trawnik. 

Jeśli masz pytania lub chcesz się podzielić swoimi doświadczeniami - pisz :)


Pierwszy sezon czyli nadzieja dla młodego ogrodnika



To rośnie! Rośliny przetrwały zimę, wzeszła wiosną wysiana trawa... wszystko zaczyna się zielenić, wychylać noski nad ziemię, a wręcz nieśmiało kwitnąć... Takie małe, a tak cieszy :) Zaczynamy doceniać posiadanie własnego ogrodu, obserwujemy każdy nowy listek, kwiat i zmiany zachodzące w przyrodzie...


Rośliny posadziliśmy dość gęsto, co po latach odbija nam się ogrodową czkawką, ale to nas nie zniechęca... Liczyliśmy na przyjemny dla oka efekt już na początku, stąd taki a nie inny plan umiejscowienia roślin. Dziś chwalę sobie nasadzenia grupowe, na które się zdecydowaliśmy i temu hołduję do teraz - zupełnie inny efekt robi na przykład szpaler berberysów czy choćby trzy posadzone obok siebie krzewy dereni lub krzewuszek, niż pojedyncze sztuki. Na solitery też przyszedł czas, ale do rozsądnych wyborów musieliśmy dojrzeć i zdobyć nieco doświadczenia. 

Tak wyglądało pierwsze lato w ogrodzie:


























Jak to się zaczęło



Moje pierwsze doświadczenia w obcowaniu z przyrodą zaczęły się we wczesnym dzieciństwie... Miałam to szczęście urodzić się w domu z ogrodem, w którym prym jedyny i absolutny wiodła babcia... jej ukochanymi roślinami, wręcz podziwianymi przez przechodniów, były róże... Czasami mam piękny sen, że wszystkie róże z babcinego ogrodu nagle znajduję w swoim obecnym... to błogie marzenie, które często pojawia się w moich wspomnieniach. 



W tym czasie ogród mnie szczególnie nie pociągał, chociaż naprawdę doceniałam jego piękno...

Przebywając na wakacjach u drugiej babci na wsi, miałam do czynienia z innego rodzaju przyrodą, tą naturalną, mniej ujarzmioną, z lasami pełnymi grzybów i jeżyn, z sielskimi krajobrazami, uprawnymi polami, zbiorami plonów, domowym inwentarzem...
To wszystko mnie ukształtowało i ugruntowało w przekonaniu, że kiedyś muszę mieć własny kawałek ziemi...

Mam! Od sześciu lat zajmuję się tym, co kocham przeogromnie... Najpierw mój towarzysz życia na dobre i złe wynalazł działkę: las brzozowy - położony w dodatku w bliskim sąsiedztwie ziemi moich dziadków... Nie zastanawialiśmy się ani sekundy. 13 maja 2006r. zakup, we wrześniu tego samego roku ruszyła budowa domu, a we wrześniu następnego roku powstały pierwsze zarysy rabat i nasadzenia...


Rabata frontowa: berberysy Erecta i Golden Ring, catalpa Nana, magnolia siebolda, świerk Conica oraz pęcherznice Diabolo i Luteus, z brzegu różaneczniki Nova Zembla i Piercy Wiseman.


Rabata północno-zachodnia: w tyle świerk srebrny, szpaler irg błyszczących, wiśnia Amanogawa, jałowce, pięciorniki, hortensje Grandiflora, żywotniki, derenie Elegantissima, jałowiec Meyeri, sosna himalajska.


Od południa: kosodrzewiny i żylistki.


Narożnik południowo-zachodni: kosodrzewiny, żywotniki, klon Royal Red oraz pięciorniki.


Nad oczkiem: brzozy i rośliny towarzyszące.
 
Narożnik zachodni: świerk kłujący, sosny, jałowiec płożący, złotokap.


Narożnik zachodni cd: jałowce i żarnowce plus brzozy


Rabata północna: jałowce płożące i irgi błyszczące.


Południe: sosna czarna, różanecznik Nova Zembla, jałowce płożące i wzniesione, azalia pontyjska.
 

4 komentarze:

  1. Przepiękny ogród :) Widać że dbasz o niego z całkowitym poświęceniem i że jest to robione z czystej pasji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe zdjęcia. No i wspaniał ogród! Ja jako szczęśliwy posiadacz ogrodu od niespełna dwóch miesięcy mogę sobie na razie pomarzyć o takich widokach. Jestem na etapie kolekcjonowania sprzętu takiego jak nożyce czy zraszacze. Większość udało mi się już zamówić na redcoon i generalnie jestem strasznie zapalony do pracy :P czekam na sezon

    OdpowiedzUsuń

strzałka do góry