wtorek, 27 sierpnia 2013

Melancholia przy porannej rosie



Wczesny ranek to pora ogrodnika… Kiedy jeszcze wszyscy śpią, biorę w dłoń ulubiony kubek ze świeżo zaparzoną kawą, wskakuję w dyżurny szlafroczek-kożuszek (mam różne grubości na każdą porę roku ;-)) i z aparatem zawieszonym na szyi idę na spacer podglądać przyrodę w ogrodzie. 


Dzisiejszy poranek jest wyjątkowo piękny, choć muszę z radością przyznać, że podobnych tegorocznego lata nam nie brakowało. Jego wyjątkowość wynika jednak z czegoś innego. Mianowicie, pokazuje ogród w innym świetle… ten, mimo że pozornie zielony, nabrał już ledwie dostrzegalnego zabarwienia podkreślającego schyłek lata i zapowiadającego nadchodzącą jesień. Wierzbowe i brzozowe liście miejscami żółkną opadając na murawę, bordowe klony połyskują w słońcu swoją czerwienią podczas gdy te zielone zaczynają się głębiej przebarwiać, na irgach błyszczących, jarzębinach i ognikach czerwienieją owoce, trawy zaczynają festiwal swoich wiechów i pióropuszy, niektóre z hortensji nabierają malinowej barwy, a wrzosy wkraczają w czas swojego królowania. Czekam na astry.

W świecie zwierząt ruch. Ważki uroczo latają nad oczkiem, motyle, pszczoły i bąki pracowicie przysiadają na miododajnych kwiatach, sójki i sroki skrzeczą kłócąc się od wczesnych godzin, seledynowy dzięcioł z czerwonym czubkiem pieczołowicie wyszukuje pożywienia w trawniku. Wczoraj dobre 10 minut wyjeżdżałam spod swojego domu do głównej drogi (100m), ponieważ przed autem niespiesznym dreptaniem szło sobie stadko: mama kuropatwa z czwórką dzieci.

Przyznaję, że jest pięknie.

Dlaczego więc już teraz zaczyna mnie dopadać melancholia? Te odczuwalnie chłodniejsze poranki, niżej przyświecające słońce, żółknące liście czy czerwone korale jarzębin – chcąc nie chcąc kojarzą się z przemijaniem, zmianą pory roku, kolejną cyfrą na liczniku. Wiele osób szczerze nie znosi schyłku lata, a świadomość upływającego czasu wpędza ich niemal w depresyjne stany. Ja postrzegam to inaczej, choć filozoficzne pochylenie się nad faktem przemijania również mnie dotyka – najzwyczajniej w świecie cieszę się z każdego danego mi roku, nie tylko w kontekście rodzinnym, osobistym, ale także tym ogrodowym. Możliwość twórczego planowania późną jesienią i zimą (choćby nasadzeń balkonowych, w przypadku posiadanych mniejszych powierzchni)  następnego sezonu, uczenia się od innych ogrodników, ale też korzystania z inspiracji z dostępnej literatury czy magazynów, wymiana doświadczeń, nowe kontakty – na to zwykle nie mamy aż tyle czasu wiosną i latem. Korzystam zatem z tych okazji jak najwięcej i najczęściej właśnie jesienią i zimą. Dzięki temu oczekuję kolejnej wiosny z większą ciekawością wiedząc, że realizacja moich planów i marzeń udoskonali nie tylko mój ogród, ale też w szerszym kontekście upiększy kawałek świata. Wy zrobicie przecież to samo, zmieniając swoje ogrody. Obyśmy tylko zdrowi byli...

13 komentarzy:

  1. Cała Ty Kochanie... :)
    PanM

    OdpowiedzUsuń
  2. Przedsienienna (lub jak kto woli późnoletnia) melancholia to jest stan, który lubię i poddaję się jej jak tylko zakwitną wrzosy. Po okolicznych polach wieczorem snuje się zapach dymu, rano mgła....Ja to na prawdę lubię! Pozwól, że zacytuję A. Waligórskiego - "Jesień idzie, nie ma na to rady"....
    http://www.youtube.com/watch?v=2je4MvNfMH0

    Iwona majowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedjesienna oczywiście :)))

      Usuń
    2. ...i ja lubię ten stan! Poza tym, można wyciągnąć ulubiony szal, koc, ciepłe skarpety, flanelową piżamę... Za jakiś czas rozpalić w kominku... Czyż jesień nie jest pełna uroku?
      " Jesień idzie, nie ma rady na to"...

      Usuń
  3. "Pani patrzy - melancholijnie...
    Skąd ma pani tę melancholie?"


    Tak mi się skojarzyło :)
    Felka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że jesień i związana z nią melancholia kojarzy się pozytywnie? :)

      Usuń
  4. Tak pięknie napisałaś i ujęłaś w słowa to co też czuję. Szkoda, że nie potrafię tak jak ty ubierać myśli w słowa. Fantastycznie się Ciebie czyta Aga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, perspektywa jesieni, mimo że niesie za sobą także szarugi, wiatry i chłód, nastraja mnie bardzo melancholijnie i pozytywnie. Wiem, że zanim spadnie ostatni listek, czeka nas wiele pięknych widoków - właśnie mglistych i zarosiałych poranków, ognistych popołudni w słońcu. Warto czekać na ten czas :)
      Miło mi, że sprawiłam Ci przyjemność tym wpisem!
      Pozdrawiam,
      A

      Usuń

strzałka do góry